Kiedy część krajów rozwiązuje problemy związane z legalnością, na przykład porzuconych pestycydów, inne stwarzają nowe trudności dla przyszłych pokoleń. Chiny i Indie nie są tutaj wyjątkiem.
Guiyu stanowi skupisko połączonych ze sobą wiosek zlokalizowanych ok. godziny drogi od Morza Południowochińskiego w północnej prowincji Guangdong. W ciągu ostatniej dekady Guiyu ze społeczności uprawiającej ryż stała się ogromnym centrum recyklingu i składowania odpadów elektronicznych obejmujących praktycznie wszystko - od niedziałających twardych dysków do popsutych telewizorów. Według raportu sporządzonego przez Silicon Valley Toxics Coalition oraz Basel Action Network zebrana ilość e-śmieci, która przepływa codziennie przez zakłady "recyklingowe" Guiya w danym roku utworzyłaby stertę o szerokości jednego akra, wyższą niż Statua Wolności.
Ciężarówki pełne drukarek, faksów, twardych dysków i wszelkiego rodzaju niedziałającego sprzętu elektronicznego przyjeżdżają codzienne do Guiyu z magazynów w porcie w Nanhai, do którego w kontenerach morskich przybywają importowane odpady. Prawie połowa takich komputerów i komponentów elektronicznych podlega recyklingowi, reszta jest składowana. Nikt nie wie na pewno, ale dowody sugerują, że większość wyrzuconych komponentów jest składowana lokalnie, pomimo znacznego ryzyka, że odpady zawierające toksyczny ołów, rtęć i kadm zanieczyszczą miejscową glebę i zasoby wodne
Mimo to, że chińskie władze podjęły niedawno kroki zmierzające do wprowadzenia długotrwałego zakazu importu e-śmieci, to ostatnim pokoleniom najprawdopodobniej wyrządzono już wystarczającą szkodę.
Miasto Alang, które leży na zachodnim wybrzeżu Zatoki Cambay w zachodnich Indiach, jest największym składowiskiem wraków statków na świecie. Statek, którego zezłomowanie w Ameryce Północnej kosztowałoby miliony, jest wart miliony w takim miejscu jak Alang. Stocznie w Alang corocznie rozmontowują setki ogromnych okrętów z całego świata. Wraki statków w trakcie przypływu są wyrzucane na brzeg na prawie sześciomilowym odcinku plaży. Następnie, kiedy fala opada, tysiące niskopłatnych pracowników wchodzi na pokłady statków i przy pomocy prymitywnych narzędzi rozbiera je na części. Branża ta zapewnia 30.000 miejsc pracy w Alang i co roku wytwarza miliony ton wtórnie przetworzonej stali.
Ale to nie wszystko, co produkuje. Wraki statków są najczęściej pełne toksycznych substancji chemicznych, takich jak izolacja w wężach wykonana z azbestu i polichlorowanych bifenyli, izolacja piankowa i farba. Ponadto większość statków zawiera duże ilości metali ciężkich takich jak ołów, rtęć i kadm. Jeżeli statki nie są rozbierane we właściwy sposób, to zanieczyszczają obszar, na którym zostały rozmontowane. Chociaż Indie dzięki skutecznemu eliminowaniu kosztownych zabezpieczeń środowiskowych znacząco wyprzedzają Europę i Amerykę Północną w branży złomowania statków, to obecnie Bangladesz przejmuje większość indyjskiego biznesu poprzez jeszcze bardziej drastyczne łagodzenie norm środowiskowych.
Tego rodzaju konkurujące ze sobą systemy regulacyjne wzmocniły dynamikę wyścigu szczurów w handlu odpadami, co nazbyt często kończy się stosowaniem na składowiskach odpadów praktyk o negatywnym wpływie na środowisko. Według danych zebranych przez Konwencję Bazylejską, w latach 1993-2001 globalny handel odpadami wzrósł z 2 milionów ton do ponad 8,5 miliona ton. Co ciekawsze, nie wszystkie z tych składowisk znajdują się poza granicami Stanów Zjednoczonych.
Przykładowo dwa ogromne składowiska odpadów w Michigan - Carleton Farms w New Boston i Pine Tree Acres, znajdujące się na północ od Detroit - zmonopolizowały rynek składowania odpadów w kanadyjskiej prowincji Ontario. Michigan wymaga od operatorów utrzymywania składowisk odpadów przez 30 lat od momentu ich zamknięcia, podczas gdy zgodnie z wymaganiami Kanady operatorzy powinni monitorować składowiska odpadów przez co najmniej 100 lat, a w niektórych przypadkach, już zawsze. Rezultat: w 2006 roku składowanie tony śmieci kosztowało w Ontario ok. 100 dolarów amerykańskich, a tylko 10 dolarów należało zapłacić za tą samą tonę śmieci tuż za granicą w Stanach Zjednoczonych. Ilość kanadyjskich śmieci, jaką rocznie odbierają wysypiska w Michigan wystarczyłaby do zapełnienia stadionu futbolowego.
- Kochamy kanadyjskie śmieci - powiedział Norm Folson, menadżer składowiska w Pine Tree Acres Landfill w północnowschodnim Detroit w wywiadzie dla reportera Canadian Architect. - Z opłat pokrywamy nasze pensje i utwardzamy drogi. Dla nas kanadyjskie śmieci są niczym złoto.




powrót
RANKING
ONLINE
SilverCube s.c.